SopotON

17 Sty, 2011

Baszan

Zamieszczony przez: Sopoton w: Sopocianie

„Baszan”

Reportaż w czterech odcinkach. Odcinek 1.

Północny Pakistan, okolice miejscowości Dasu. Uzbrojeni w długą broń maszynową czterej policjanci mkną pikapem autostradą Karakorum. Kierują się na stolicę Pakistanu Islamabad. Na pokładzie pięcioosobowa grupa Polaków. Jednym z nich jest Baszan.

Baszan nie jest terrorystą, ani członkiem Talibanu. To Paweł Baszanowski. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Wysoki, szczupły 27-latek. Od urodzenia, przez 25 lat, mieszkał w Sopocie. Wychował się w zwykłej polskiej rodzinie bez podróżniczych tradycji. Zwykły student geografii z uprawnieniami do nauczania w szkole.

Jego pierwsza podróż do Azji to rok 2006. Miał wtedy 23 lata. Odwiedził Tajlandię, Kambodżę, Wietnam i Laos. W 2008 roku lot do Hongkongu i “piesze” zwiedzanie Singapuru, Indii, Pakistanu i Iranu. Oprócz tego częste wyprawy na Ukrainę i Krym, do Gruzji, Chorwacji i Turcji. Polskie góry i Kaszuby też oczywiście zaliczył.

Eskorta policji

„Śmiesznie było jak się gdzieś zatrzymaliśmy na postój i poszliśmy, do „spożywczaka” kupić jakieś herbatniki, a za nami łazili Ci uzbrojeni policjanci.”

Chciałbym wszystkich uspokoić. W Pakistanie Baszan i jego grupa nie była wywożona gdzieś w nieznane w celu rozstrzelania czy uprowadzenia. Byli eskortowani! Przez 450 km od Dasu do Islamabadu eskortowało ich kilka grup policjantów. Jedni przekazywali ich następnym. A to wszystko przez wizy.

Jechali z Indii przez Pakistan do Iranu. Wizę pakistańską mieli na miesiąc, a wyrobienie wizy irańskiej w Islamabadzie zajęło im ponad miesiąc. Konieczne było przedłużenie wizy pakistańskiej, aby legalnie można było oczekiwać na irańską. Wszystko to bardzo skomplikowane, ale musieli przestrzegać procedur. Poruszanie się po Azji bez dokumentów mogłoby się źle skończyć. Powiedziano im, że pakistańską wizę mogą wyrobić w każdym lokalnym urzędzie.

Dzień przed zakończeniem ważności wizy pakistańskiej trafili do miejscowości Dasu na Karakorum Higway. Udali się do urzędu w celu przedłużenia wizy. Tam zdziwieni ich obecnością urzędnicy odsyłali ich od jednego pokoju do drugiego, aż w końcu trafili do lokalnego szefa policji, który stwierdził, że przedłużenie wizy możliwe jest jedynie w Islamabadzie. Generał był bardzo przejęty tym, że sami poruszają się w tak niebezpiecznym rejonie. Po około 4 godzinach biurokratycznej batalii skończyli w policyjnym pikapie z 4 policjantami uzbrojonymi w karabiny. Na granicy rejonu policyjnego czekał na nich kolejny radiowóz z ekipą, do którego zostali przerzuceni. Przejechali przez 13 policyjnych rejonów. Przesiadki powtarzały się wielokrotnie. Nie bali się, bo tę samą trasę przemierzali już wcześniej w odwrotnym kierunku zwykłym liniowym autobusem. W Dasu nie zwykli oglądać turystów od długiego czasu i się przestraszyli, że jak się coś stanie to ich pociągną do odpowiedzialności.

Strachu nie było generalnie, raczej świadomość tego, że sytuacja jest wyjątkowa, że to, co właśnie się dzieje, będziemy wspominać przez długie lata. Śmiesznie było, jak się gdzieś zatrzymaliśmy na postój i poszliśmy, do „spożywczaka” kupić jakieś herbatniki, a za nami łazili ci uzbrojeni policjanci.” – wspomina z uśmiechem Paweł.

Wywiady dla pakistańskich TV

Wylosowaliśmy zwycięzcę grając w marynarza, żeby jak idioci nie robić przysiadów na pustyni.

Baszan i jego ekipa mieli w Pakistanie również szczęście do stacji telewizyjnych. Trzykrotnie udzielali wywiadu. Za każdym razem dla innej stacji. Pierwszego wywiadu na granicy indyjsko–pakistańskiej. Odbywa się tam uroczystość „zamykania granicy”. Po dwóch stronach zbiera się masa ludzi i dopinguje swoich pograniczników. Zaraz po przekroczeniu granicy udzielili wywiadu na temat tej uroczystości, celu wizyty i tego, co sądzą o Pakistanie.

Drugi wywiad odbył się, gdy trafili na festiwal pustynny odbywający się raz do roku.

Całkiem przypadkiem poznaliśmy jednego z organizatorów, z którym się tam kręciliśmy. Byliśmy jedynymi obcokrajowcami wśród kilkutysięcznej publiczności, więc sami w sobie stanowiliśmy atrakcję.

Wywiad był dla programu rozrywkowego. Po serii standardowych pytań, jak się im podoba Pakistan itd., zorganizowano im konkurs na zasadzie „róbcie przysiady – kto więcej ten wygrywa”.

Uprzedzili nas o tym konkursie zanim rozpoczął się wywiad. Wylosowaliśmy zwycięzcę grając w marynarza, żeby jak idioci nie robić przysiadów na pustyni. My zrobiliśmy po 4 i udaliśmy, że padamy na cyce, a Miron zrobił 10 i wygrał – jaki kraj taka, rozrywka w TV.”

Trzeci wywiad miał miejsce drugiego dnia tego festiwalu. Trwały wyścigi motocykli i poproszono ich o skomentowanie festiwalu. Zadano również standardowe pytania o Pakistan.
Niestety żadnego z tych wywiadów potem nie zobaczyliśmy w TV. Generalnie wiadomo, że europejczyków tam niewielu, a w szczególności turystów, więc zawsze warto zrobić z takimi cudakami materiał.”

Muzułmanie

„me you parking Sex”

Stosunki z muzułmanami ogólnie układały się dobrze. Są bardzo gościnni.  W islamie ważna jest troska o podróżującego. W Turcji łatwo jest złapać „stopa”. Kierowcy proponują jedzenie, herbatę czy też zapraszają do domu. Chociaż podejście do kobiet jest tam oczywiście inne niż u nas. Tu Baszan przytacza anegdotę z Turcji:

Jedzie kolega i koleżanka tirem „na stopa”. Kolega spał na półce sypialnianej dla kierowcy. Dziewczyna siedziała obok Turka. W pewnym momencie Turek zagaił: „me you parking Sex”. Ona na to wskazując na śpiącego kolegę: „my boyfrend”. Turek na to: „no problem.” No cóż. Taka kultura.

W Pakistanie kupili imitację obrączek, by ich koleżanka była bezpieczna. Inaczej sie tam traktuje zamężne. Baszan nie czuł się nigdy zagrożony. Muzułmanie szanują katolików. Jak stwierdza: lepiej być tam katolikiem niż ateistą, ważne, że się w coś wierzy.”

Część druga: Normalni Irańczycy w nienormalnym Iranie / Motorem przez Azję


Reklama

Brak odpowiedzi na "Baszan"

Formularz komentarza