Sopot On

21 mar, 2011

William Malcolm w X-Factor

Zamieścił: Sopoton w: Medialny Sopot

William Malcolm specjalnie dla sopoton.pl

Sporą mamy tę mniejszość amerykańską w Sopocie. Po Glenie na szerokie wody medialne wypływa kolejny muzyk. William Malcolm dał świetny występ w programie X-Factor w telewizji TVN.

William na Facebook’u:
William Malcolm
Timmy-and-The-Drugs
Głosuję na Williama Malcolma w finale X Factor !

Wywiad z Williamem w Dzień Dobry TVN:
Finalista X-Factor z Sopotu: „Mozil ma chaotyczne myśli”

William w X-Factor:

Inne występy Williama:



20 mar, 2011

Zakaz wprowadzania psów na plażę

Zamieścił: Sopoton w: Sopockie Zwierzęta

Tak oto jest respektowany zakaz wprowadzania psów na plażę w Sopocie. Wprowadzenie psa na plażę – 500zł, swobodnie biegający piesek – dodatkowe 500zł. Wcześniej piesek raczył się załatwić – dodatkowe 500zł. Ja bym dodał bonusowe 1000zł za całokształt.

Zakaz obowiązuje od 1 marca.

17 kwietnia:

13 mar, 2011

Linia Życia- nowy serial telwizji Polsat

Zamieścił: Sopoton w: Medialny Sopot

FOTO ZAGADKA: Dlaczego pani Samusionek taka smutna? Chyba nie dlatego, że gra w nowym Polsatowskim serialu kręconym w Sopocie?

 

 

Nocne sceny:


Poniedziałek – piątek 19:30 Polsat

09 mar, 2011

Koniec podróży przez Azję

Zamieścił: Sopoton w: Sopocianie

„Baszan”

Reportaż w czterech odcinkach. Odcinek 4, ostatni.

Wypadek w górach

„Bywają takie momenty, że jesteś już padnięty na maksa.”

W drodze powrotnej, już w Rosji, przy granicy z Mongolią doszło do sytuacji, przez którą Baszan miał już dosyć. Pierwszy raz doznał takiego uczucia podczas swoich podróży. Gdzieś w górach przy podjeździe jednemu z nich spaliło sie sprzęgło. „W górach gdzie nic nie ma, dookoła, co prawda widoki piękne, ale nie mieliśmy ani żarcia ani wody.” Zapadała noc. Baszan i Pietrzyk postanowili pojechać do wioski, do której mieli dojechać wszyscy. Czterdzieści kilometrów przez góry, bezdrożami. „Jechaliśmy jakąś drogą, która przeistoczyła się w koryto rzeki. Było ciężko. Woda, kamienie. Co chwila się przewracaliśmy.” Za którymś razem motor przewrócił sie na Pietrzyka i Baszan musiał go podnosić. Przykleszczonej nodze nic się nie stało.

Postanowili zawrócić, bo nawet gdyby tam dotarli, a zapewne by nie dotarli, to nie wróciliby tego samego dnia z jedzeniem. Wrócili do obozowiska. Na drugi dzień rano pomogli im Rosjanie przejeżdżający niedaleko ciężarówką. Zapakowali motocykl razem z „baranim gównem, którym oni tam palą w piecach.” We trzech mieli dołączyć do właściciela motoru, ale okazało się ze drugi motor nie może odpalić. Postanowili zostać w górach jeszcze jedną noc. Prawie wszystkie rzeczy również pojechały do wioski, więc spali w jednym jednoosobowym namiocie. Na drugi dzień poprosili przejeżdżających ludzi o podładowanie akumulatora oraz o „kawałek chleba.” Dostali jajka, ciasto i inne rzeczy. Rosjanie akurat wracali z gór i mieli zapas jedzenia.

Gdy dotarli do wioski, do domu zaprosił ich miejscowy nauczyciel fizyki. Okazało się, że lubił sobie dużo wypić. W tamtych stronach przy granicy z Mongolią mieszkają ludy azjatyckie, które maja duży problem z alkoholem. Są oni mniej odporni na działanie alkoholu etylowego i szybciej sie uzależniają. „Piją tak jak ruscy, ale nie są do tego przystosowani.”

Dla Baszana to już koniec wyprawy

Dla Baszana wyprawa zakończyła się właśnie przy granicy z Mongolią. Problemy techniczne z jego motorem i to, że „ktoś tam czekał, żeby wrócić” sprawiły, że postanowił zawrócić do Polski. Wrócił z jednym z kolegów, dwaj pozostali nadal są w Azji. (stan na luty 2011)

The End

Oficjalny blog podróżyAzja08

Oficjalny blog podróży No Experience Expedition

Tagi: ,

09 mar, 2011

Afganistan

Zamieścił: Sopoton w: Sopocianie

„Baszan”

Reportaż w czterech odcinkach. Odcinek 3.

Afganistan

„Nie jesteśmy czubami żeby się pchać na wojnę.”

Najciekawszym etapem tej podróży był zapewne Afganistan. Baszan, gdy przedstawiał komuś plan podróży, nigdy nie wymieniał nazwy tego państwa. Zawsze mówił o Korytarzu Wachańskim, rejonie, do którego chcieli się udać. Jest to sztuczny twór graniczny rozdzielający Tadżykistan od Pakistanu i graniczący od wschodu z Chinami. Tam nigdy nie było Talibów ani wojny. Mieszka tam ceniąca sobie spokój ludność pamirska. Baszan mówiąc o tej części trasy stwierdza:

„Nie jesteśmy czubami żeby się pchać na wojnę, a o Afganistanie nie mówimy, by ludzie sobie nie myśleli, że udajemy bohaterów.”

Mimo wiedzy na temat tego rejonu wciąż się upewniali czy na pewno nic im tam nie grozi. Urzędnik z ambasady Afganistanu również ich zapewniał, że „tam powinno być spokojnie.” Po drodze spotkali Polaków, którzy się wspinali na tamtejsze szczyty. Potwierdzili, iż jest tam bezpiecznie. Niepewność pojawiła się, gdy usłyszeli na CNN że w północnym Pakistanie zabito kilku zachodnich lekarzy. Zdarzyło się to kilkaset kilometrów od Korytarza Wachańskiego. Aż kilkaset czy zaledwie kilkaset. Planów nie zmienili. Baszan nie czuł się zagrożony. Zasypiając w namiocie nie myślał o tym, „że ktoś przyjdzie nas obciąć czy porwać.”

Granicę przekraczali z Tadżykistanu.  Baszan zwraca uwagę na kontrast, jaki ich uderzył.

„Tadżykistan wydaje się biedny, zacofany, ale jak się przeszło rzekę to jakby sie cofało o kolejne 100 lat.” Na granicy próbowano wymusić na nich łapówkę. Opłata celna miała wynieść 100 dolarów od „głowy”. Wiedzieli, że nie ma takiej opłaty celnej i nie mieli zamiaru płacić, ale celnicy byli nieugięci. Postanowili przeczekać do następnego dnia. Rozbili namioty niedaleko przejścia na ziemi niczyjej pomiędzy Afganistanem a Tadżykistanem. Następnego dnia spróbowali jeszcze raz. Trafili na tych samych celników. Do negocjacji włączył się ich szef „jakiś generał chyba.” Zapytał ich, ile są w stanie dać. Stwierdzili, że 0, a „ważniak” na to: „dobra to jedźcie.”

Na wjazd do Korytarza Wachańskiego potrzebowali zgodę generała policji. W przebrnięciu biurokratycznej procedury pomógł im miejscowy biznesmen świadczący właśnie takie usługi. Był to miejscowy Afgańczyk. Znał język angielski i miał kolorowe ksero. Od jednej osoby brał 50 dolarów. Był bardzo ciekaw, jak prognozują rozwój turystyki w tym regionie. Wspólnie odwiedzili 5 różnych biur, w tym wojskowe i generała policji. U tego ostatniego widzieli listę obcokrajowców wjeżdżających do Korytarza. Było tam 65 osób, w tym 25 Polaków. Baszana bardzo zaskoczył sprzęt, jakim dysponuje tamtejsza policja. Nowoczesne wozy terenowe i quady, jakich nie powstydziłaby się żadna europejska policja.

Podróżnicy spędzili w Afganistanie łącznie pięć nocy w namiotach. Jedną noc w „guesthousie” prowadzonym przez organizację uczącą Afgańczyków, jak prowadzić hotel. A jedną noc w „garnizonie”. Ziemiance z gliny, gdzie stacjonowało czterech żołnierzy. „Żołnierze dali nam jeść, chociaż sami dużo nie mieli. Zrobili nam ryż z ziemniakami, a my wyjęliśmy jakieś tam ciastka. Byliśmy dla nich atrakcją, a oni dla nas. Działało to w dwie strony.”

Baszan i jego koledzy wzbudzali duże zainteresowanie. Ubrani w zbroje, kaski (jeden z kamerą) i kolorowe koszulki znacznie się odróżniali od tubylców. „Miejscowi chcieli pogadać, można było robić zdjęcia.” Zgłosili się do nich starsi mężczyźni potrzebujący pomocy lekarskiej. Mieli problemy ze stawami, a jednego bolał ząb. „Pomagaliśmy im tak jak mogliśmy, żeby ich nie skrzywdzić.” Użyczyli im maści rozgrzewającej i pigułki przeciwbólowe.

cdn.