SopotON

„Baszan”

Reportaż w czterech odcinkach. Odcinek 2.

Normalni Irańczycy w nienormalnym Iranie

„Mieli cały ten system w dupie.”

Kolejnym etapem tej podróży był Iran. Najciekawsze dla Baszana były kontakty z miejscowymi studentami poznanymi dzięki internetowej społeczności Hospitality Club. Dały one zupełnie inny obraz tego kraju niż ten znany z telewizji. Ekipa do Teheranu przyjechała pociągiem sypialnym. Z dworca odebrali ich studenci. Samochodami udali się do mieszkania jednego z nich. Baszan tak wspomina to spotkanie:

„Już jadąc kilka km na chatę skumaliśmy, że delikatnie mówiąc nie przepadają za swoim prezydentem i całym tym reżimem, a mówiąc dokładnie to mieli cały ten islam w dupie. Okazało się, że chata jednego z tych studentów jest wolna, bo starzy wyjechali do Mekki, więc zrobiliśmy imprezkę. Podjechaliśmy ze studentami na melinę, kupiliśmy jakiś alk i zamelinowaliśmy się u nich w tej wolnej chacie. Trochę to było ryzykowne, bo za posiadanie alkoholu grozi tam kara publicznej chłosty i jakieś więzienie, no, ale cóż tam. Bardzo fajne to spotkanie było. Okazało się, że kolesie są bardzo „kumaci”. Znają polskie kino, nawet dość dobrze, słuchają normalnej muzy, normalnie się ubierają. Po prostu normalni ludzie, tylko urodzili się w nieco mniej normalnym kraju”.

Motorem przez Azję

„W promieniu 300 kilometrów tylko step i jacyś hodowcy wielbłądów”
Ostatnią podróżą Baszana była wyprawa przez Azję na motorach. Pomysł rodził się głowach naszych podróżników od dawna. Mieli oni za sobą już wiele różnych wypraw. Mniejszych i większych. Pojawiło się uczucie zwykłej nudy. Takie zwykłe podróże już im nie wystarczały. Publiczny transport i uzależnienie od innych to już nie dla nich. Inspirowały ich także spotkania z innymi podróżnikami. Wyprawy motorowe w te rejony to dość częsta praktyka. Chęć bycia niezależnym to było coś dla nich. Chociaż jak twierdzi Baszan i podróżowanie publicznym transportem bywa ciekawe.

Zdarzyło mu się w Pakistanie łapać na stopa pociąg towarowy. Na pociąg, którym mieli się z kolegą zabrać, musieliby czekać kilka godzin. Widząc przejeżdżający towarowy podbiegli i go zatrzymali. Podróż spędzili w elektrowozie z maszynistami.

„Pierwszy raz jechałem elektrowozem chińskiej produkcji.” – żartuje Baszan.
Pierwszą osobą, którą krzyknęła: „Jedziemy motorami do Azji!”, był Sebaka. To on był największym entuzjastą. Baszan nie wiedział, czy chce w tym uczestniczyć. Myślał, że może czas się ustabilizować. Normalna praca itp. Stwierdził jednak, że jeśli teraz tego nie zrobi, to już nigdy i nie może go to ominąć. Baszan miał pewne obawy. Nigdy wcześniej nie jeździł na motorze.

Prawo jazdy na motor zrobił miesiąc przed wyprawą. Nie bał się samej wyprawy. Tego, że to daleko i że egzotyczne kraje. Miał już duże doświadczenie. Mógł się skupić na sprawach motocyklowych, a reszta to nie był problem. Życie w namiocie już miał przetrenowane.

Jak pierwszy raz zobaczył ten motocykl w garażu, to stwierdził: „o kurde, jaka locha”. Pojemność silnika 3 razy większa od tego, na którym się uczył. Na początku czuł się na motorze niepewnie, ale po paru tysiącach kilometrów już wszystko robił automatycznie.

Zdarzały się awarie, konieczne były regulacje. Sebaka spalił sprzęgło na stepie w Kazachstanie. Nie wiedzieli, co robić. W niedalekiej wiosce spotkali innych Polaków na motorach. Ta ekipa znała się na mechanice i pomogła im w diagnostyce. Części trzeba było ściągać z Polski. Zostali uziemieni na 10 dni w

„naprawdę chujowym miejscu. W promieniu 300 kilometrów tylko step i jacyś hodowcy wielbłądów”.

Wypożyczyli, więc jeepa i pojechali zobaczyć Jezioro Aralskie.

Przygotowania do wyprawy trwały bardzo długo. Największy problem był z finansami. Wyprawa nie miała żadnych sponsorów. Wszystko z własnej kieszeni. Baszan przez półtora roku pracował w Dani, by zarobić na tę wyprawę. Motory zostały zakupione w Anglii i w Niemczech. Koszty były ogromne. Zakupy, prawo jazdy, wizy załatwiane przez specjalistyczną firmę. Co do wiedzy to nie musiał się przygotowywać. Ogólną już miał. Ekipa czasem korzystała z przewodników „Lonely Planet” by trafić do hostelu czy innego konkretnego miejsca.

„Czasami fajniej nie mieć informacji, bo nie ma się stereotypów.” – stwierdza.
Baszan najczęściej wspomina ludzi, których poznał w podróży. Najważniejsze osoby, z którymi zapewne utrzyma kontakt to Polacy. Ekipa spotykała naszych rodaków na każdym kroku. Na Jedwabnym Szklaku poznali rowerzystów Roberta i Anię. Przez około tydzień jechali z motocyklistą z Krakowa. Baszan tak go opisał: „40 lat, zajebisty koleś.”

W Rosji poznali Siergieja. Zielarza i kręgarza. Pozwolił im ustawić u siebie namioty i poczęstował ałtańską herbatą. W Malezji Baszan poznał chłopaka z Gdyni i utrzymuje z nim kontakt do dziś. W Azerbejdżanie spotkali „zakręconych” Słowaków na motorach Jawa 50.

Często korzystali z pomocy internetowych społeczności „Couch Surfing” i „Hospitality Club”, co owocowało wieloma kontaktami z miejscowymi. W Thibilisi poznali dziewczynę, z którą byli na imprezie. Wrócili do jej mieszkania w nocy będąc już pod wpływem alkoholu. Okazało się, że jej ojciec czeka na nich z kolacją i koniaczkiem. Musieli pić dalej.

Z Gruzją łączy się jeszcze jeden ciekawy fakt. Otóż rodzi się tam coś na kształt kultu Lecha Kaczyńskiego. Baszan na każdym kroku napotykał różne tego przejawy. Tam każdy wie, kim był Lech Kaczyński i co dla Gruzji zrobił. Chyba nie będzie przesadzą, jeśli użyję stwierdzenia, iż jest on narodowym bohaterem Gruzinów. Ołtarzyk gdzie, obok świętych obrazków stało zdjęcie polskiej pary prezydenckiej, jest tego najczytelniejszym przejawem.

Część trzecia: Afganistan

17 Sty, 2011

Baszan

Zamieścił: Sopoton w: Sopocianie

„Baszan”

Reportaż w czterech odcinkach. Odcinek 1.

Północny Pakistan, okolice miejscowości Dasu. Uzbrojeni w długą broń maszynową czterej policjanci mkną pikapem autostradą Karakorum. Kierują się na stolicę Pakistanu Islamabad. Na pokładzie pięcioosobowa grupa Polaków. Jednym z nich jest Baszan.

Baszan nie jest terrorystą, ani członkiem Talibanu. To Paweł Baszanowski. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego. Wysoki, szczupły 27-latek. Od urodzenia, przez 25 lat, mieszkał w Sopocie. Wychował się w zwykłej polskiej rodzinie bez podróżniczych tradycji. Zwykły student geografii z uprawnieniami do nauczania w szkole.

Jego pierwsza podróż do Azji to rok 2006. Miał wtedy 23 lata. Odwiedził Tajlandię, Kambodżę, Wietnam i Laos. W 2008 roku lot do Hongkongu i “piesze” zwiedzanie Singapuru, Indii, Pakistanu i Iranu. Oprócz tego częste wyprawy na Ukrainę i Krym, do Gruzji, Chorwacji i Turcji. Polskie góry i Kaszuby też oczywiście zaliczył.

Eskorta policji

„Śmiesznie było jak się gdzieś zatrzymaliśmy na postój i poszliśmy, do „spożywczaka” kupić jakieś herbatniki, a za nami łazili Ci uzbrojeni policjanci.”

Chciałbym wszystkich uspokoić. W Pakistanie Baszan i jego grupa nie była wywożona gdzieś w nieznane w celu rozstrzelania czy uprowadzenia. Byli eskortowani! Przez 450 km od Dasu do Islamabadu eskortowało ich kilka grup policjantów. Jedni przekazywali ich następnym. A to wszystko przez wizy.

Jechali z Indii przez Pakistan do Iranu. Wizę pakistańską mieli na miesiąc, a wyrobienie wizy irańskiej w Islamabadzie zajęło im ponad miesiąc. Konieczne było przedłużenie wizy pakistańskiej, aby legalnie można było oczekiwać na irańską. Wszystko to bardzo skomplikowane, ale musieli przestrzegać procedur. Poruszanie się po Azji bez dokumentów mogłoby się źle skończyć. Powiedziano im, że pakistańską wizę mogą wyrobić w każdym lokalnym urzędzie.

Dzień przed zakończeniem ważności wizy pakistańskiej trafili do miejscowości Dasu na Karakorum Higway. Udali się do urzędu w celu przedłużenia wizy. Tam zdziwieni ich obecnością urzędnicy odsyłali ich od jednego pokoju do drugiego, aż w końcu trafili do lokalnego szefa policji, który stwierdził, że przedłużenie wizy możliwe jest jedynie w Islamabadzie. Generał był bardzo przejęty tym, że sami poruszają się w tak niebezpiecznym rejonie. Po około 4 godzinach biurokratycznej batalii skończyli w policyjnym pikapie z 4 policjantami uzbrojonymi w karabiny. Na granicy rejonu policyjnego czekał na nich kolejny radiowóz z ekipą, do którego zostali przerzuceni. Przejechali przez 13 policyjnych rejonów. Przesiadki powtarzały się wielokrotnie. Nie bali się, bo tę samą trasę przemierzali już wcześniej w odwrotnym kierunku zwykłym liniowym autobusem. W Dasu nie zwykli oglądać turystów od długiego czasu i się przestraszyli, że jak się coś stanie to ich pociągną do odpowiedzialności.

Strachu nie było generalnie, raczej świadomość tego, że sytuacja jest wyjątkowa, że to, co właśnie się dzieje, będziemy wspominać przez długie lata. Śmiesznie było, jak się gdzieś zatrzymaliśmy na postój i poszliśmy, do „spożywczaka” kupić jakieś herbatniki, a za nami łazili ci uzbrojeni policjanci.” – wspomina z uśmiechem Paweł.

Wywiady dla pakistańskich TV

Wylosowaliśmy zwycięzcę grając w marynarza, żeby jak idioci nie robić przysiadów na pustyni.

Baszan i jego ekipa mieli w Pakistanie również szczęście do stacji telewizyjnych. Trzykrotnie udzielali wywiadu. Za każdym razem dla innej stacji. Pierwszego wywiadu na granicy indyjsko–pakistańskiej. Odbywa się tam uroczystość „zamykania granicy”. Po dwóch stronach zbiera się masa ludzi i dopinguje swoich pograniczników. Zaraz po przekroczeniu granicy udzielili wywiadu na temat tej uroczystości, celu wizyty i tego, co sądzą o Pakistanie.

Drugi wywiad odbył się, gdy trafili na festiwal pustynny odbywający się raz do roku.

Całkiem przypadkiem poznaliśmy jednego z organizatorów, z którym się tam kręciliśmy. Byliśmy jedynymi obcokrajowcami wśród kilkutysięcznej publiczności, więc sami w sobie stanowiliśmy atrakcję.

Wywiad był dla programu rozrywkowego. Po serii standardowych pytań, jak się im podoba Pakistan itd., zorganizowano im konkurs na zasadzie „róbcie przysiady – kto więcej ten wygrywa”.

Uprzedzili nas o tym konkursie zanim rozpoczął się wywiad. Wylosowaliśmy zwycięzcę grając w marynarza, żeby jak idioci nie robić przysiadów na pustyni. My zrobiliśmy po 4 i udaliśmy, że padamy na cyce, a Miron zrobił 10 i wygrał – jaki kraj taka, rozrywka w TV.”

Trzeci wywiad miał miejsce drugiego dnia tego festiwalu. Trwały wyścigi motocykli i poproszono ich o skomentowanie festiwalu. Zadano również standardowe pytania o Pakistan.
Niestety żadnego z tych wywiadów potem nie zobaczyliśmy w TV. Generalnie wiadomo, że europejczyków tam niewielu, a w szczególności turystów, więc zawsze warto zrobić z takimi cudakami materiał.”

Muzułmanie

„me you parking Sex”

Stosunki z muzułmanami ogólnie układały się dobrze. Są bardzo gościnni.  W islamie ważna jest troska o podróżującego. W Turcji łatwo jest złapać „stopa”. Kierowcy proponują jedzenie, herbatę czy też zapraszają do domu. Chociaż podejście do kobiet jest tam oczywiście inne niż u nas. Tu Baszan przytacza anegdotę z Turcji:

Jedzie kolega i koleżanka tirem „na stopa”. Kolega spał na półce sypialnianej dla kierowcy. Dziewczyna siedziała obok Turka. W pewnym momencie Turek zagaił: „me you parking Sex”. Ona na to wskazując na śpiącego kolegę: „my boyfrend”. Turek na to: „no problem.” No cóż. Taka kultura.

W Pakistanie kupili imitację obrączek, by ich koleżanka była bezpieczna. Inaczej sie tam traktuje zamężne. Baszan nie czuł się nigdy zagrożony. Muzułmanie szanują katolików. Jak stwierdza: lepiej być tam katolikiem niż ateistą, ważne, że się w coś wierzy.”

Część druga: Normalni Irańczycy w nienormalnym Iranie / Motorem przez Azję

05 Gru, 2010

24 miejsca w Sopocie, które trzeba zobaczyć

Zamieścił: Sopoton w: Ciekawe Miejsca

Najciekawsze miejsca w Sopocie. Atrakcje turystyczne, zabytki, przyroda i ciekawostki architektoniczne. Oczywiście jest takich dużo więcej, ale te są najważniejsze. Kolejność przypadkowa.

1. MOLO

2. Opera Leśna (chwilowo w remoncie)

3. Dom Zdrojowy (z zewnątrz i w środku)

4. Plac rybaków

5. Hipodrom

6. Jar Swelini – jar_swelini.pdf (1,87MB)Doliną Kamiennego Potoku i jarem SweliniiNasz górski potok

7. Ulica Obrońców Westerplatte (wraz z willą gdzie kręcono film Medium)

8. Park Grodowy i Grodzisko – wawozy_grodowe.pdf (1,5MB)Park-miniprzewodnik.pdf (2,91MB)

9. Park Północny (ciekawa przyroda, można spotkać lisy i sarenki)

10. Park Południowy (fontanna, stylizowany zegar, inhalacyjna żabka)

11. Stawowie

12. Potok Haffnera (w części przy Urzędzie Miasta)

13. Ergo Arena

14. Morskie oko (Jezioro Nowowiejskiego)

15. Krzywy Domek (z zewnątrz i w środku)

16. Cmentarz żydowski

17. Łysa Góra

18. Staw Reja

19. Latarnia przy Molo (z zewnątrz i w środku)

20. Zakład balneologiczny (z zewnątrz i w środku)

21. Cmentarz żołnierzy radzieckich

22. Mały Belveder (rządowy budynek w którym organizowane są różne spotkania)

23. Szafa Polańskiego (znacie etiudę „Dwaj ludzie z szafą„?)

24. Ropuchowy staw (niestety miejsce oszpecone restauracją Godding)

Wszystkie wymienione atrakcje Sopotu na mapce poniżej:


Pokaż 24 miejsca w Sopocie które trzeba zobaczyć na większej mapie

Więcej ciekawych miejsc w przewodniku (u góry po prawej)
oraz w książce Trójmiasto i okolice. Wycieczki i trasy rowerowe. Wydanie 1

Polecam książkę

autor: Krzysztof Kamiński, Krzysztof Dopierała


Reklama